Spotkanie Halszki i Młynarza

Spotkanie Czarnej Halszki i Młynarza

W piątek wpadliśmy na pomysł, żeby dodać do kolekcji parę nowych gmin. Wybór padł na trasę z Szamotuł przez Oborniki do Muzeum Młynarstwa w Jaraczu. Do Szamotuł dotarliśmy samochodem koło południa. Pierwsze obroty kół rowerowych skierowaliśmy  do drogerii w rynku, żeby kupić krem z wysokim filtrem UV - okazało się bowiem, że aura postanowiła nas obdarzyć trochę niż większą odrobiną ciepła. Zaopatrzeni w nieodzowną ochronę skóry przejechaliśmy ulicami Braci Zamek GórkówCzeskich i Wroniecką pod Zamek Górków i Basztę Halszki - czternastoletnie więzienie księżniczki Elżbiety z Ostrogskich. Miejsce to opisuje bardzo malowniczo Waldemar Łysiak w  swojej książce "SZACHISTA".

Obok zamku, przekraczając rzekę Samę, przejechaliśmy przez uroczy park, a następnie obok remizy strażackiej skierowaliśmy się do drogi 187. Wzdłuż asfaltu biegnie tu  ścieżka rowerowa, którą sprawnie pokonaliśmy pierwsze kilometry. W Ludwikowie opuściliśmy trakt rowerowy, skręcając w lewo na asfalt, który szybko zmienił się w bitą drogę, a następnie piachy, w których nasze jednoślady zaczęły grzęznąć. Po drodze minęliśmy kilka pojedynczych gospodarstw rozrzuconych wśród pól. W okolicach gospodarstwa agroturystycznego Ruks-Młyn przekroczyliśmy rzekę Samicę i podążyliśmy prosto przez las żółtym szlakiem rowerowym. Jechaliśmy wysokim brzegiem Warty, Koryto Wartygdzieniegdzie między drzewami można było dostrzec koryto rzeki. Droga przez cały czas męczyła sypkim piaskiem. Minęliśmy leśniczówkę w Niemieczkowie, a następnie wieś Uścikowiec. I w końcu poczuliśmy pod kołami naszych rowerów asfalt - 10 km po piachu dało w kość. Teraz już bez przeszkód dotarliśmy do Obornik. Po przejechaniu mostu na Warcie ruszyliśmy do centrum, na zasłużony odpoczynek i drożdżówki.

Po zregenerowaniu sił skierowaliśmy się na Piłę dojeżdżając do drogi nr 11, do której równolegle biegnie ścieżka rowerowa. Jadąc nią minęliśmy Kowanówko, by dążyć w kierunku Rożnowa. W Rożnowie ścieżka się niespodziewanie urwała, więc skręciliśmy w lewo w ulicę Leśną. Droga prowadziła częściowo asfaltem, częściowo leśnym duktem prosto do Jaracza. Minęliśmy urocze zakole Wełny, która w tym miejscu dochodzi prawie do drogi leśnej.

Koźlak z JaraczewaNiestety, do Muzeum Młynarstwa spóźniliśmy się niecałe pół godziny, budynki były już zamknięte, ale otrzymaliśmy zgodę, żeby obejrzeć maszyny parowe, wiatrak "koźlak" i inne eksponaty stojące pod chmurką.

Chwila odpoczynku i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przejechaliśmy most nad Wełną i pedałowaliśmy dalej, najpierw asfaltem, następnie leśnym traktem.

Za Obornikami pamiętając o piaskach i omijając ruchliwą drogę 187, skierowaliśmy się na Objezierze. Na trasie czekała nas niewielka zadyszka przed Folwarkiem - odcinek był krótki, ale stromy. Dalsza droga okazała się sympatyczna, wiodła równym asfaltem między polami. W samym Objezierzu można zobaczyć kościół z XIII w., a także  pałac z "Pana Tadeusza", o który toczył się spór między Soplicą a Horeszką. Przy sklepie uzupełniliśmy zapasy wody i przekroczywszy most na Młynówce pojechaliśmy asfaltem przez Górkę do Lulina. Na początku miejscowości wyprawa rowerowa - Topole przed Gąsawąopuściliśmy asfalt i polną drogą (3,5 km) udaliśmy się  do Boborowa, od którego do Boborówka powiódł nas wygodny asfalt. Przy szkole w Boborówku skręciliśmy ponownie w polną drogę obsadzoną malowniczo topolami i dojechaliśmy do Gąsawy. Tu minęliśmy ukryty w Parku dwór, by po 3 km dotrzeć do Szamotuł.

Zamknęliśmy kółko, a na licznikach widniało 70 km. To była udana wyprawa rowerowa.

Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy

Dodatkowe informacje