Wilno

14 - 15 sierpnia 2015

Św. AnnaRano znajdujemy przy ulicy Latacko kolejny hostel w akademiku ASP i za jedyne 6€ od osoby mieszkamy w samym centrum stolicy. Korzystamy z luksusów i robimy duże pranie. W kontaktach z życzliwymi Litwinami raz przydaje się język angielski, a innym razem rosyjski.

Zwiedzamy - zachwycamy się kościołem św. Anny - płomienisty późny gotyk ma w sobie tyle lekkości. Podziwiamy kościół bernardynów z najstarszą na Litwie figurą Ukrzyżowanego. Idziemy na miejsce lokacji grodu wileńskiego - wzgórze Giedymina i górny zamek. Z wieży strażniczej podziwiamy panoramę miasta. Dowiadujemy się, że lokalizacja zamku nie pozwoliła zdobyć go Krzyżakom mimo 2-krotnego oblegania. Doceniamy architektoniczny porządek klasycystycznej archikatedry i oglądamy obraz przedstawiający patrona Litwy - św. Kazimierza z trzema rękami.Widok na Wilno W polecanym Forto Dwaras przy ulicy Pilies jemy zeppeliny - nie zachwycają nas. Są tłuste, ciężkie i mdłe.

Pielgrzymujemy do Matki Boskiej Ostrobramskiej - umiejscowienie kaplicy nad bramą potęguje wrażenie życia jako wiecznego wędrowania. Wchodzimy do kilku cerkwi ulegając atmosferze ciszy, świec i kadzidła. Trochę snujemy się po ulicach, odkrywamy Zarzecze z jego konstytucją, która chłopcom bardzo przypada do gustu. Waldek usiłuje uchwycić Anioła Zarzecza na nocnym niebie. Tej nocy śpimy do oporu - nie musimy się przenosić.

BarbakanNastępnego dnia wyruszamy do miasta  ok. 12:00. Docieramy do Barbakanu i podziwiamy świetnie zorganizowane małe muzeum artylerii. Zachwycamy się widokiem na Wilno z kawiarni na Suboczu z górującą nad miastem Górą Trzykrzyską. Idziemy również do serca Piłsudskiego na Rossie - wszak to dziś nasze święto narodowe. Ulegamy przygnębiającej atmosferze nekropolii błądząc po wzgórzach wśród rozsypujących się w proch grobów.

W kolejnej poleconej przez przewodniki restauracji Źemaiciai próbujemy jeszcze raz podejść do kuchni litewskiej - Waldek do piwa próbuje ucha świńskiego z grochem, potem zamawia bliny. Potrawy znowu okazują się być niedoprawione i nijakie w smaku, na szczęście wybrane przeze mnie placuszki serowe w sosie truskawkowym są smakowite. Kuchnia litewska nie Anioły Rossybudzi w nas zachwytu, a wszechobecny kminek nuży. Idziemy jeszcze na Zarzecze poszukać syrenki, która strzeże okolicy od 1881 roku. Siedzi nad brzegiem Wilenki wpatrzona w niebo nad Republiką Uzupis. Ciągnie nas ku niej. Waldek po raz kolejny usiłuje uchwycić aparatem niezwykłość zarzeczańskiego Anioła. Dzień kończymy udaną wizytą w cukierence u wylotu Pilies, kuszącą pysznymi ciastami, własnej roboty pralinkami i dobrą kawą. Zaczarowani wsłuchujemy się w grę cymbalisty, który przysiadł na chodniku.

Legendy i mity zebrane podczas wyprawy rowerowej

Herb miasta Wilna

Przed bardzo dawnym, dawnym czasem żył na świecie pewien wielkolud nazwiskiem Oferusz. Był to człowiek tak ogromnego wzrostu, że w wielkim palcu swojej rękawicy wyprawił siostrze wesele; a kiedy mu matka umarła, on chcąc jej grób usypać, nabrał w but swój ziemi i wytrząsnął ją na ciało matczyne, i wzniosła się góra aż pod obłoki. Tam zaś, skąd owej ziemi nabrał, powstała przepaść; a była to przepaść tyle mil głęboka w ziemi, ile mil góra nad ziemią sterczała. Nad przepaścią usiadł Oferusz i płakał rzewliwie, a wszystkie łzy jego w otchłań kapały i zrobiło się morze. Dlatego to woda morska jest gorzka i słona. Potem wyszedł Oferusz na wędrówkę i szukał pana, który by ze wszystkich był najmocniejszy i najpotężniejszy: u takiego pana jedynie chciał służyć. Radzono mu tedy, aby się udał na dwór pewnego króla, który nie znał wyższego od siebie i nie znał, co to strach w życiu.
Uliczki WilnaPrzybywszy do niego Oferusz popisywał się ze swoją siłą i został mile przyjęty; nie odstępował odtąd na chwilę boku mocarza i był jego najulubieńszym powiernikiem. Podobało się to bez wątpienia Oferuszowi, postanowił więc całe życie na dworze pozostać. Ale zdarzyło się pewnego dnia, że jeden z sług królewskich wymówił w gniewie imię diabła. Słysząc to król bogobojny przeżegnał się krzyżem świętym.
— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał się Oferusz, który jeszcze był poganinem i nie znał zwyczajów chrześcijańskich.
— Zrobiłem to dlatego — odpowiedział król — że boję się diabła.
— Kiedy ty się diabła boisz, więc jesteś słabszy od niego.
— Pójdę ja zatem służyć u silniejszego pana — zawołał Oferusz i zaraz dwór królewski opuścił i powędrował na puszczę, w której dnia pewnego napotkał rotę czarnych rycerzy, z rogami na głowie, z pazurami u rąk, a z widłami w pazurach. W pośrodku siedział najczarniejszy i najokropniejszy na tronie z głów trupich i kości ludzkich i wrzasnął rykliwym głosem: Oferusie; Czego szukasz?

— Szukam diabła — odpowiedział nieulękniony Oferusz — ażeby u niego służyć.
— Ja jestem diabłem — rzekł wódz czartowski i podał rękę Oferuszowi, który odtąd boku jego nigdy nie odstępował; a był mu jak prawa ręka przydatny.
Pewnego dnia wyruszyła cała owa rota po zdobycz do pobliskiego miasta i przybyła na drogi krzyżowe, kędy stała Boża męka. Postrzegłszy ją dowódca zatrąbił co tchu na odwrót.

— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał Oferusz.
— Dlatego, mój przyjacielu, że się boję Chrystusa! — odpowiedział diabeł.
Ty się boisz Chrystusa, pomyślał sobie Oferusz, więc jesteś słabszy od niego; pójdę więc służyć Chrystusowi.
I znowu diabła opuścił; a wędrując po puszczy napotkał ubogiego pustelnika i zapytał go: - Gdzie jest Chrystus?
— Wszędzie! — odpowiedział pustelnik, ale poganin nie rozumiał i pytał powtórnie: — Jak ja mam służyć Chrystusowi?
— Módl się, a pracuj! — rzekł zapytany.
Modlić się Oferusz nie umiał, lecz umiał pracować. Poszedł tedy za pustelnikiem nad bystry strumień płynący z góry i dowiedział się, że każdy pielgrzym, chcący się przeprawić na drugą stronę, tonie na środku.
— Tobie — mówił pustelnik — dał Bóg silne zdrowie i ciało olbrzymie, Chrystus z Uzupiprzenoś więc podróżnych na swoich barkach. Jeżeli to zrobisz dla miłości Chrystusa, to cię przyjmie i za swego sługę.
— Zrobię to dla miłości Chrustusa — zawołał Oferusz i przenosił dniem i nocą wszelkich pielgrzymów, wspierając się na ogromnej sośnie, którą wyrwał z korzeniem.
Pewnej nocy zasnął głęboko, znużony pracą dzienną; wtem słyszy głos dziecięcia wołający go trzy razy po imieniu. 

Wstał więc bez zwłoki, wsadził dziecię na barki i wkroczył we wodę, która dawniej zaledwie kolan mu sięgała. Ale dzisiaj, gdy stanął na środku, szum powstał i wicher, woda się wzburzyła; bałwany biły z wściekłością o brzegi, a Oferusz zgiął się pod dziecięciem jak pałąk i pierwszy raz w życiu uczuł strach i drżenie. Podniósł więc głowę i rzekł: — Dziecię! Dziecię! Dlaczegóż ty takie ciężkie? Mnie się zdaje, że świat cały dźwigam na moich ramionach?

— Nie tylko świat dźwigasz na swoich ramionach — odpowiedziało dziecię — ale i tego, który świat stworzył. Jestem Chrystus, któremu ty służysz; chrzczę ciebie w imię Ojca, w imię moje i w imię Ducha Świętego. Odtąd nazywać się będziesz Krysztofor, to jest piastun Chrystusa.
Odtąd więc nazywał się ów wielkolud Krysztoforem i chodził wzdłuż i wszerz po świecie, aby nauczać słowa Pana swojego i został za te nauki od pogan ukamienowany.

A herb Wilna po dziś dzień przedstawia w polu czerwonym świętego Krzysztofa niosącego na barkach Dzieciątko Jezus. 

Legenda znaleziona na:  http://raptularzyk.weebly.com/legendy-litewskie.html

 

 

 

tagi: podróże rowerowe; wyprawa pod namiotem; podróżowanie rowerem; rodzinne podróże, rodzinne podroze; wycieczki rowerowe; wyprawy rowerowe; wyprawy z sakwami; wycieczki z sakwami; rowerem pod namiotem, namiot, sakwiarstwo, wyjazdy, turystyka, zwiedzanie, trasy, szlaki, sakwy, 'z sakwami', Wilno, Kowno, Druskienniki, Niemen, Litwa ,

 

Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy

Dodatkowe informacje